22 stycznia 2017

Oneshot || Patterns in the snow [BillDip]


Choć Dipper dorastał w Kalifornii, ciepło było dla niego niezwykle uciążliwe. Latem miał wrażenie, że gotuje się we własnej skórze, przez co nie potrafił zmusić się do robienia czegoś produktywnego. Z niecierpliwością wyczekiwał chłodniejszych dni, kiedy mógł chodzić w bluzach z długim rękawem i nie doznać przy tym udaru słonecznego. Największą przyjemność oczywiście sprawiała mu zima, która w Gravity Falls w dodatku była zawsze cudownie mroźna i śnieżna. 
Niestety, jego chłopak nie podzielał tego entuzjazmu. Bill nienawidził chłodu i lepiącego się wszędzie białego puchu. Kiedy przychodziły mrozy robił się niesamowicie zrzędliwy i nieszczęśliwy, a Dipper był skazany na wysłuchiwanie ciągłego marudzenia. Nie miał tego za złe Cipherowi - wszystko wskazywało na to, że dawno temu, zanim jeszcze został demonem snów, mieszkał w okolicach Egiptu, a tam śnieg był raczej rzadko spotykanym zjawiskiem. Mieszkanie w Oregonie musiało być dla niego trudne. 
Pines dzielnie znosił humorki Billa. Na spacery chodził samotnie albo zabierał siostrę, a w domu chętnie spędzał czas ze swoim chłopakiem grzejąc się przed kominkiem. Zdarzały się jednak dni, kiedy Bill musiał wyściubić nos z domu i jakoś przeżyć mróz. Wtedy, no cóż - bywało ciężko. 
- Zaraz zamarznę - głos Billa był ledwo słyszalny zza grubego wełnianego szala, który wydziergała mu Mabel. Dipper prychnął lekceważąco. 
- Najpierw musiałbyś zdjąć te pięćdziesiąt warstw ubrań, które masz na sobie. 
- Nie ma ich aż tyle - odparł urażony, ale Pines szczerze w to wątpił. Bill był bardzo szczupły i zgrabny, a teraz wyglądał jak wyjątkowo gruby bałwanek. Poza naciągniętym po sam nos szalem miał na sobie trzy swetry, czapkę, rękawice, puchową kurtkę, skórzane buty i spodnie z ocieplaną podszewką. Jedyny odsłonięty kawałek skóry znajdował się wokół jego oczu, jednakże Dipper podejrzewał, że gdyby w domu znajdowały się narciarskie gogle, demon ubrałby również i je. 
- No dobrze, czterdzieści dziewięć - stwierdził szatyn, wyprzedzając swojego chłopaka. Jeśli tak dalej pójdzie, spóźnią się do kina na najnowszą część Gwiezdnych Wojen. Dipper naprawdę nie chciał przegapić seansu, ale Billowi chodzenie w takim odzieniu sprawiało niemały problem. 
- Ej, poczekaj na mnie! - krzyknął za nim Cipher, próbując nabrać prędkości. Niestety pech chciał, że pośliznął się na lodzie i stracił równowagę. Wydał z siebie zduszony krzyk wpadając w pobliską zaspę. Dipper nie mógł się powstrzymać od wybuchnięcia śmiechem. - Co rżysz?! - Bill spróbował się podnieść, ale zamiast tego ugrzązł bardziej w śniegu, w dodatku czapka spadła mu z głowy. Wydał z siebie pełen frustracji jęk. - Pomógłbyś mi! 
- Jasne, kochanie - Pines uśmiechnął się pod nosem, kiedy do głowy wpadł mu iście szatański pomysł. Czemu miał pomagać tej chodzącej tragedii, skoro można było pogłębić jej rozpacz? 
Schylił się, by nabrać śniegu w ręce i zaczął go ugniatać. Kiedy Bill połapał się, co robi chłopak, podjął kolejną próbę wstania. 
- Nawet nie waż się rzucać we mnie tą śnie- CHOLERA, DIPPER! - Szatyn wycelował idealnie, prosto między oczy Ciphera, na którego obliczu malowała się istna panika. - Zobaczysz, jak tylko cię dorwę, to cię zabiję... 
- Może gdyby to był pierwszy raz jak grozisz mi śmiercią, to bym się nawet przejął - Dipper wywrócił oczyma. Z jego twarzy nawet na sekundę nie zniknął uśmiech, a kiedy Bill zaczął rzucać wyzwiskami pod jego imieniem, postanowił iść dalej. 
- Dipper, stójże! - Bill był oburzony i wściekły, miał śnieg w nosie i za kołnierzem, a jego zawsze nienagannie ułożone blond loczki były teraz mokre i przyklapnięte. To właśnie ta niepohamowana złość zmusiła go do niezgrabnego podniesienia się z oblodzonej ziemi i ruszenia w pogoń za Pinesem. Zawsze potrafił wziąć się w garść, kiedy rodziła się w nim chęć zemsty. 
Z impetem pchnął szatyna w plecy, a ten zupełnie się tego nie spodziewając, upadł na twarz. Cipher korzystając z okazji, rzucił się na niego, a dalej już było tylko lepiej. 
Chłopcy turlali się w śniegu, krzycząc przy tym wniebogłosy i skupiając na sobie wzrok przechodniów. Nacierali się i na oślep obrzucali białym puchem, kopali i przeklinali. Gdy któryś z nich chciał wstać, ten drugi błyskawicznie podstawiał mu nogę bądź wciągał w zaspę. Nie musiało minąć wiele czasu, żeby opadli z sił podczas tej zażartej walki. 
- I co, jednak zima nie jest taka zła? - zapytał Pines , wpatrując się rozbawionym wzrokiem w blondyna. Z ich ust leciała para, kiedy oddychając ciężko leżeli wśród różnorakich wzorów na śniegu, które sami zrobili podczas tej małej potyczki. Byli cali biali, zmęczeni i zmarznięci, ale za to jacy szczęśliwi. 
- Pierdol się - powiedział Bill, jednak uśmiechnął się ciepło i szczerze. 
Dipper, któremu nagle przestało zależeć na dotarciu na film, pocałował go w policzek. 



Cześć, ja jeszcze żyję i nawet piszę. 

Oparte na prompt sentence “Don’t you dare throw that snowba-, goddammit!”. 
Miniaturka ( x )
Szablon własny. Nagłówek ⓒ Shynii